Instytucjonalny wandalizm – konserwator niszczy historyczny budynek

Remont kamienicy z końca XIX wieku, znajdującej się na rogu ulic Kazimierza Wielkiego i Ruskiej, dobitnie świadczy o tym, że działalność Miejskiego Konserwatora Zabytków we Wrocławiu zaczyna mijać się z celem. Sprawująca ów urząd Katarzyna Hawrylak-Brzezowska po raz kolejny udowadnia, że we Wrocławiu wymagania inwestora są ważniejsze niż zdrowy rozsądek oraz historyczne walory budynku.

O sprawie było już głośno blisko 2 miesiące temu, gdy zaczynano, po rozebraniu dachu, nadbudowywać obiekt i niszczyć jego proporcje. Wieżyczka akcentująca zbieg dwóch ulic została prostacko zabudowana. Dowiedzieliśmy się wówczas, że pani konserwator nie wie, czym jest estetyka, oraz że ingerencja w zabytek została przeprowadzona zgodnie z prawem, ponieważ budynek jest wpisany jedynie do ewidencji zabytków, a nie do rejestru. Tutaj zaczyna się błędne koło: dlaczego kamienicy nie ma w rejestrze, a co za tym idzie, nie podlega ona ochronie? Właśnie dlatego, że nie wpisała go tam pani Hawrylak-Brzezowska, tłumacząca na łamach „Gazety Wrocławskiej”, że „budynek nie ma szczególnej wartości”, a na tego typu działania „pozwala miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego”. Z jej wyjaśnieniami, świadczącymi o skrajnej niekompetencji, nieprzystającymi do pełnionej przezeń funkcji, dopełniają się kuriozalne wypowiedzi architekta przebudowy obiektu, Tomasza Marhalla: – „Gdybyśmy nie wyburzali, nie nadbudowywali, nie wyszlibyśmy z epoki kamienia łupanego. To nie jest zabytek z epoki Mieszka I, ale z końca XIX wieku, jak pewnie większość Wrocławia”.

Wiele mieszkanek i mieszkańców Wrocławia ma jednak zdecydowanie inne zdanie. Kamienica jest przecież jednym z niewielu obiektów w tej części miasta, które przetrwały II wojnę światową. Z czasu oblężenia Twierdzy Wrocław od lutego do maja 1945 r., zachowało się jedynie ok. 30% zabudowy miejskiej, w zachodnich rejonach jeszcze mniej, bo jedynie 5-10 %. Organy, mające wpisane w statut ochronę zabytków, mają obowiązek się o te nieliczne budynki troszczyć. Zaś wypowiedzi w rodzaju: „większość Wrocławia pochodzi pewnie z końca XIX wieku”, świadczą o elementarnych brakach w wiedzy osób odpowiedzialnych za inwestycję. Dodajmy, że o realizacji negatywnie wypowiadali się liczni historycy sztuki, architekci, a także ceniony reportażysta Filip Springer.

Po raz kolejny patrzymy na zniszczenie historycznego obiektu i brak poszanowania dla ładu przestrzennego w tkance miejskiej Wrocławia. Szczególnie w ścisłym, historycznym centrum nie może mieć miejsca łamanie prawa w zakresie ochrony krajobrazu kulturowego. To nowe budynki biurowca Pegaz podyktowały wysokość nadbudowy starej kamienicy, co jest skandaliczne, bo powinno być na odwrót.

SHARE IT: Facebook Twitter Pinterest Google Plus StumbleUpon Reddit Email

Comments are closed.