Jan Świeczkowski: Dlaczego Podemos rozczarowało?

Przez dobry miesiąc emocjonowaliśmy się wyborami w Hiszpanii i obserwowaliśmy sondaże, według których Unidos Podemos – koalicja złożona z Podemos i postkomunistycznej Zjednoczonej Lewicy (Izquierda Unida – IU) – zajmowała drugie miejsce i miała szansę na utworzenie rządu. Wieczorem 26 czerwca nadeszło jednak rozczarowanie: koalicja zajęła trzecie miejsce, nie osiągając celu w postaci wyprzedzenia socjaldemokratycznej PSOE i zostania główną siłą polityczną na lewicy. Unidos Podemos zdobyli 71 mandatów, czyli dokładnie tyle, ile startujące osobno Podemos i IU w grudniowych wyborach. To i tak sukces, bo czerwcowa koalicja zdobyła ponad milion głosów mniej niż listy Podemos i IU w grudniu.

Frekwencja w stosunku do grudniowych wyborów spadała o 3,36 pp. Większość partii uzyskała bardzo podobne wyniki – z wyjątkiem właśnie Unidos Podemos oraz rządzącej prawicowej Partii Ludowej (PP), której wynik zwiększył się o prawie 700 tys. głosów. Osoby obserwujące i komentujące hiszpańską politykę oraz uczestniczące w niej szukają teraz przyczyn tak dużego odpływu wyborców i wyborczyń od Podemos. Teorii jest wiele, często pozornie sprzecznych.

Wyjaśnienie, jakie pojawiło się wśród polityków Podemos tuż po wyborach jest chyba najprostsze: tak naprawdę to świetny wynik, a cała historia o wyprzedzaniu PSOE i PP została wymyślona przez wrogie siły, żeby umniejszyć ten sukces. I rzeczywiście – gdyby nie rozbudzone apetyty, pięć milionów głosów oddanych na koalicję opartą na partii powstałej dwa lata temu byłoby uznane za bardzo dobry rezultat. Niestety, nadzieje na wyborczą wygraną, lub choćby dominację na lewicy, nie zostały narzucone z zewnątrz. Liderzy i liderki koalicji wielokrotnie odwoływali się do „sorpaso”, czyli właśnie wyprzedzenia, a podczas kończącego kampanię wiecu wykrzykiwali: „to my wygramy te wybory, mamy to na wyciągnięcie ręki”.

Czyli wynik, choć dobry, nie spełnił oczekiwań samych podemosowców. Na podstawie danych o frekwencji i zmianach wyników partii można przypuszczać, że znaczna część miliona głosujących na Podemos lub IU 20.12, którzy teraz nie zagłosowali na UP, po prostu nie poszła na wybory. Juan Jesus Alvarez, lokalny aktywista Podemos, sugeruje w rozmowie z portalem strajk.eu, że może to być spowodowane leczeniem kaca po imprezie z okazji San Juan przez młodych, którzy najliczniej głosowali na Podemos. Być może to prawda – ale jeśli twoja polityczna propozycja nie jest na tyle pociągająca, żeby mimo kaca przejść się do lokalu wyborczego i ją poprzeć, to nie świadczy o niej najlepiej. Przejdźmy więc do zarzutów stawianych już konkretnie wobec wyborczej taktyki, programu Unidos Podemos i sposobu przedstawiania go w kampanii wyborczej.

Zasadniczą zmianą w stosunku do grudniowych wyborów był wspólny start Podemos i Zjednoczonej Lewicy z jednej listy. W grudniu takie koalicje miały miejsce w kilku regionach (w Hiszpanii nie ma progu wyborczego na poziomie kraju, więc w każdym okręgu wyborczym można wystawiać inne listy). Były to miejsca – jak Katalonia, Galicja czy Walencja – gdzie Podemos osiągnęło najwyższe poparcie. Tym razem udało się dojść do porozumienia na poziomie ogólnokrajowym. Liderzy podkreślali, że dodając do siebie potencjały obu partii tak naprawdę mnoży się prawdopodobieństwo zmiany. Jednak znacząca część obu partii sprzeciwiała się tej koalicji. W IU wciąż istniała (i istnieje) uraza do Podemos – za traktowanie tej partii z bogatymi tradycjami z góry (propozycja wspólnego startu 20.12, ale tylko pod szyldem Podemos) oraz za odejście od tradycyjnego lewicowego przekazu, odwołującego się do klasy robotniczej, na rzecz komunikacyjnych fajerwerków okraszonych populizmem. Z kolei w Podemos część działaczy skupiona wokół Inigo Errejona, szefa kampanii, zafascynowana przykładami wyborczych triumfów lewicy w Ameryce Łacińskiej poszukuje „przekrojowości” (transversalidad) – możliwości dotarcia do wyborców i wyborczyń w poprzek podziałów klasowych, wiekowych, narodowościowych czy tożsamościowych. Z tej perspektywy koalicja z tradycyjną lewicą mogła być zniechęcająca dla umiarkowanych wyborców, popierających znaczną część postulatów Podemos, ale nie identyfikujących się z symboliką i retoryką wykorzystywaną przez IU. Na wiecach Unidos Podemos obok fioletowych flag pojawiały się także czerwone z sierpem i młotem, a Pablo Iglesias podczas zakończenia kampanii odwoływał się do komunistycznych tradycji i wyrażał dumę ze współpracy z Komunistyczną Partią Hiszpanii.

Kolejną kluczową kwestią jest trudna relacja Podemos z PSOE, od czasów transformacji ustrojowej w latach 70. aż do niedawna hegemonem na lewicy. Od momentu powstania Podemos atakowało PSOE jako część „reżimu 1978” – systemu politycznego opartego na rywalizacji dwóch głównych partii, między którymi istnieje przepaść tożsamościowa, ale prowadzona polityka, szczególnie w kwestiach gospodarczych, właściwie się nie różni. Podemos miało nadzieję na zajęcie miejsca PSOE na scenie politycznej, ale partia ta, inaczej niż grecki PASOK, okazała się wyjątkowo żywotna i mimo bycia pierwszym wykonawcą planów oszczędnościowych narzucanych przez europejskie instytucje od wybuchu kryzysu zachowała poparcie znacznej części wyborców. W związku z tym Podemos nie mogło skupić się na rywalizacji ze skompromitowaną i skorumpowaną prawicą, ale toczyło walkę na dwa fronty. Po grudniowych wyborach istniała szansa na stworzenie rządu lewicowej koalicji, ale najpierw PSOE odmówiło współpracy z Podemos, a następnie Podemos nie udzieliło poparcia koalicji PSOE z centroprawicowymi, liberalnymi Ciudadanos.

Przed powtórzonymi wyborami lider Podemos, Pablo Iglesias, wielokrotnie powtarzał, że jedyną opcją pozwalającą odebrać władzę prawicy jest koalicja Podemos-PSOE. Z jednej strony kryło się za tym założenie, oparte na sondażach, że to Podemos tym razem byłoby silniejszym z partnerów. Z drugiej – mając świadomość niechęci do koalicji z Podemos jaką przejawiała znaczna część partii socjaldemokratycznej, Iglesias próbował wykorzystać brak jednoznacznej deklaracji woli współpracy ze strony PSOE, aby pokazać, że tylko głos na Podemos jest gwarantem powstania lewicowego rządu. Podemos i Iglesias wielokrotnie odwoływali się do elektoratu PSOE: wspominając „prawdziwych socjalistów” (oczywiście przeciwstawianych dzisiejszym liderom PSOE), oceniając rządy Zapatero jako najlepsze w potransformacyjnej historii czy określając Podemos jako „nową socjaldemokrację”. Unikano bezpośredniej konfrontacji, atakowano raczej liderów, niż partię, co za jeden z głównych błędów uznaje do niedawna numer trzy w Podemos, czyli Juan Carlos Monedero. Próby przejęcia elektoratu socjaldemokratycznego mogły zrazić część wyborców: tych bardziej radykalnych oraz tych poszukujących czegoś nowego, a nie wchodzenia w rolę starej, dość skompromitowanej socjaldemokracji. Wskazują na to Antoni Domènech i Daniel Raventós w swojej analizie wyników wyborów, zauważając, że Unidos Podemos stracili najwięcej tam, gdzie najsilniejsza w poprzednich wyborach była Zjednoczona Lewica – np. w robotniczych, tradycyjnie lewicowych dzielnicach Madrytu.

Innym czynnikiem, który mógł przyczynić się do demobilizacji zwolenników i zwolenniczek Podemos było zmęczenie i rozczarowanie zaangażowaniem partii w tradycyjną politykę. Pół roku koalicyjnych negocjacji, w których Podemos nieszczególnie odróżniało się od PSOE i PP mogło sprawić, że wizerunek nowej, oddolnej partii, prowadzącej „inną politykę” gdzieś się ulotnił. O ile tradycyjnym partiom robienie tego, co zawsze, nie zaszkodziło, to dla Podemos zaangażowanie w spory o stołki mogło być zabójcze. Można tu też przytoczyć zarzuty wobec liderów partii, szczególnie Iglesiasa, o nadmierne podporządkowanie działań wyborczej taktyce. Podemos powstało jako maszyna wyborcza, z misją wykorzystania kryzysu hegemonii powstałego po załamaniu gospodarczym i powstaniu ruchu Oburzonych, który odebrał tradycyjnej polityce legitymizację społeczną. Celem numer jeden było wykorzystanie tego momentu, żeby przejąć władzę i „oddać ją w ręce ludu”. To cel, który miał uświęcać środki. Jest jednak dość prawdopodobne, że dla wielu wyborczyń i wyborców ten makiawelizm stał się nie do zaakceptowania.

Oczywiście wszystkie te rozważania mają jedną wadę: są bardzo trudno weryfikowalne. Różnica między wielkim sukcesem a porażką wyniosła tu około 3% głosów. Trafnie podsumował to pisarz i zwolennik Podemos, Isaac Rosa:

Gdyby wczoraj spełniły się przewidywania z sondaży i Unidos Podemos zdobyłoby 24 czy 25% głosów i ponad 90 mandatów, dziś te same artykuły, które próbują wyjaśnić klęskę, oświecałyby nas powodami tego sukcesu. A jestem pewien, że powody „wyprzedzenia” byłyby takie same, jakimi dziś wyjaśniamy jego brak: koalicja z IU, działania po 20 grudnia, polaryzacja, retoryka lewicy i porzucenie przekrojowości, gra w socjaldemokrację, Julio Anguita, program z Ikei, uśmiechy, ojczyzna. Wszystko to, co dziś zarzuca się Unidos Podemos, byłoby uznane za niezawodny przepis na sukces.

Po sześciu kampaniach wyborczych w ciągu dwóch lat najprawdopodobniej nadejdzie chwila spokoju. Prawica stworzy mniejszościowy rząd, ponieważ PSOE wykaże się odpowiedzialnością za państwo i wstrzyma się w głosowaniu. Przez kolejne lata polityki cięć Podemos będzie jedyną autentyczną opozycją. Będzie też miało – po raz pierwszy od powstania w styczniu 2014 – czas na przemyślenie swojej strategii i swojego programu. Czas na analizę niezwykłego sukcesu, jakim jest budowa partii z ponad 20% poparcia w ciągu zaledwie dwóch lat, ale też na przyjrzenie się popełnionym błędom. Prawdopodobnie na dokonanie kilku ważnych wyborów programowych, wizerunkowych, tożsamościowych – bo kampania przed wyborami z 26 czerwca pokazała, że bardzo trudno jest zaspokoić na raz wszystkie oczekiwania. Wielu obserwatorów wskazuje na możliwość wystąpienia teraz wewnętrznych konfliktów między „errejonistami”: zwolennikami populizmu i porzucenia lewicowej tożsamości, oraz frakcją Iglesiasa: wywodzącą się z tradycyjnej lewicy, bardziej przywiązaną do jej symboli i historii. Polityka wewnętrzna nie może jednak przeszkadzać w działaniach na zewnątrz. W kolejnych wyborach Podemos nie będzie już miało atutu, jakim był entuzjazm pierwszych miesięcy i efekt nowości. Trzeba to będzie zrekompensować rzetelną opozycyjną pracą. Warunki do tego, mimo rozczarowania z 26 czerwca, są wręcz doskonałe.

Artykuł oryginalnie opublikowany na blogu Jana Świeczkowskiego.
W tle grafiki wykorzystano portret Pablo Iglesiasa autorstwa Thierry’ego Ehrmanna, na licencji CC-BY.

SHARE IT: Facebook Twitter Pinterest Google Plus StumbleUpon Reddit Email

Comments are closed.