Waldemar Mazur: Piłkarski Śląsk Wrocław, czyli droga zabawa w futbol za publiczne pieniądze

Waldemar Mazur

Waldemar Mazur

W czwartek 9 lipca podczas ostatniego przed wakacjami posiedzenia Rady Miejskiej Wrocławia podjęta została decyzja o kolejnym w tym roku wsparciu finansowym piłkarskiego Śląska Wrocław. Tym samym radni i władze Miasta ponownie odstąpili od wcześniejszych deklaracji – już kilkakrotnie zapowiadali, że podatnik nie będzie utrzymywał klubu piłkarskiego – i wsparli Śląsk kwotą 2 mln złotych. Jak utrzymują, pieniądze mają być przeznaczone na wzmocnienie kadry, tak by Śląsk rósł w siłę, stając się atrakcyjniejszym produktem dla potencjalnych inwestorów. Trudno wyobrazić sobie bardziej nietrafione założenia.

Ale zacznijmy od początku, czyli od tych 2 milionów. Jeśli przyjrzymy się dokładniej historii finansowania Śląska (tak od 2013 r.), zauważymy, że kwoty, jakimi z miejskiej kasy wspierano klub, oscylują w okolicach 30 mln zł („Gazeta Wyborcza” wskazuje dokładnie na 31 mln zł). A przecież dodać do tego należy umorzenie opiewającego na 6 mln zł długu (miasto wymieniło go na akcje, które przy ewentualnej sprzedaży w żadnym wypadku nie osiągną już takiej wartości) i koszty powiązanego z klubem Stadionu Miejskiego (przynoszący notoryczne straty obiekt, choć zarządzany jest przez spółkę Wrocław 2012, a powstał z myślą o rozgrywanym w Polsce EURO 2012, docelowo miał służyć właśnie Śląskowi). To wypełniający obiekt kibice mieli zapewniać przedsięwzięciu rentowność. Tak się nie stało, średnia frekwencja z ostatnich 4 lat nie dobija nawet do 10 tys. (w Poznaniu czy Warszawie jest ponad dwukrotnie wyższa), co czyni drugi największy stadion w Ekstraklasie liderem niechlubnej klasyfikacji na najniższe procentowe zapełnianie obiektu (niestety, nic wskazuje na to, by ten trend szybko się odwrócił). Ile zatem łącznie kosztuje wrocławskich podatników Śląsk Wrocław? Wiele wskazuje na to, że tylko w ostatnich trzech latach mogła to być suma dobijająca do 40 mln zł! Całkiem sporo jak na zadłużone po uszy miasto, w którym w wyniku szukania oszczędności likwidowane są szkoły.

Przepraszam, wygaszane.

Egzotyczna koalicja

Zarządzający Śląskiem mogą jednak spać spokojnie, przynajmniej jeśli chodzi o polityczne wsparcie. Tak jak wrocławska scena polityczna jest podzielona, jak wciąż trwają przepychanki i zmiany sojuszy, tak w kwestii pomocy klubowi piłkarskiemu panuje zaskakująca wręcz zgoda. W celu obrony interesów Śląska sformowano specyficzną koalicję – Społeczną Radę Sportu. Ten nietypowy byt ma działać wyłącznie w interesie piłkarskiego Śląska, a tworzą go m.in. Renata Granowska oraz Jarosław Krauze z Komitetu Rafała Dutkiewicza z Platformą Obywatelską, Rafał Czepil z Prawa i Sprawiedliwości czy Paweł Rańda z Klubu Radnych Nowoczesna. PO ręka w rękę z PiS? Brzmi zaskakująco? Tylko do momentu, gdy poczytamy wypowiedzi satyryka i radnego w jednej osobie, Jerzego Skoczylasa. Ten były członek Platformy, w latach 90. blisko związany politycznie z Bogdanem Zdrojewskim, obecnie współpracujący z prezydentem Dutkiewiczem, argumentował sensowność dalszego dotowania Śląska z kasy miejskiej patriotyczną postawą „kiboli” (nie kibiców). Zdaniem Skoczylasa kibole to: „ludzie niosący wartości patriotyczne i narodowe. Mają swoje przywiązanie do barw narodowych. Te wartości są warte wszystkich pieniędzy”.

Lizusostwo radnego z obozu Dutkiewicza pod adresem stadionowych narodowców może dziwić. W końcu to prezydent Wrocławia jest ostatnio najczęstszym celem ich ataków, to jemu zarzucana jest „antypolskość” i „germanofilskość”, to on nazywany jest „ubekiem” i „kapusiem”. Kibole zresztą gestów Ratusza nie doceniają. Pieniądze przyznawane Śląskowi określają mianem „ochłapów”, najwidoczniej uznając, że te miliony należą się klubowi niejako z automatu. Zresztą problemem o wiele większym niż naiwna nadzieja w pozyskanie sympatii kibolskiej braci przez radnego Skoczylasa, zdają się być wypowiedzi jego koleżanek i kolegów.

Dlaczego Rada Miejska błądzi?

„Teraz trzeba dobrze przygotować Śląsk do sprzedaży. Dlatego należy wzmocnić go sportowo, tak aby był królem czy nawet asem w Ekstraklasie. Silny, walczący o czołowe miejsca klub łatwiej będzie sprzedać” –  o taką analizę na łamach „Gazety Wyborczej” pokusiła się radna Renata Granowska. W podobnym tonie, też na łamach „Wyborczej”, wypowiadał się radny Wojciech Błoński: „Zaufajcie ludziom i dajcie im szansę na realizację wielkiego Śląska. Sytuacja klubu nie jest za wesoła. W 2012 r., kiedy losy Śląska były zagrożone, powiedziałem, że będzie mistrzem Polski. Śmialiście się. Dzisiaj mówię, że wielki Śląsk zbudujemy wspólnie. Czy się to komuś podoba czy nie. Śląsk będzie wielki. Tego chcą kibice i mieszkańcy”.

Radni chcą budowy „wielkiego Śląska”, najwidoczniej nie mając jednak pojęcia o tym, jak dobrze funkcjonujący klub piłkarski – nawet nie wielki, po prostu dobrze funkcjonujący – powinien być zarządzany. Dorzucenie do klubowej kasy, zwłaszcza gdy pełna jest ona dziur, dwóch, czterech, a nawet dziesięciu milionów złotych wielkiej różnicy nie zrobi. Za takie pieniądze nie pozyska się zawodników gwarantujących sportowy sukces (jeżeli w świecie sportu jakiekolwiek pieniądze potrafią tenże zagwarantować), obecność piłkarzy też nie podniesie wartości klubu – w końcu ci mogą odejść praktycznie w każdej chwili. Śląsk może zyskać na wartości dzięki marce, rozbudowanej infrastrukturze i sprawdzonemu systemowi szkolenia piłkarzy. Żadnej z tych rzeczy w klubie nie ma. Markami przyciągającymi sponsorów polskie kluby piłkarskie nie są, i jeszcze przez długie lata nie będą. Nawet mistrzostwo i wicemistrzostwo Polski z ostatnich lat nie sprawiły, by klubem zaczęli interesować się sponsorzy. Nie jest też właścicielem Stadionu Miejskiego, ani nie posiada akademii piłkarskiej. A to oznacza, że nie ma mowy o szkoleniu młodych piłkarzy. I nad tym ostatnim powinniśmy najbardziej ubolewać.

Gdy radna Granowska twierdzi, że wydanie 2 mln zł na zakup piłkarzy czy zagwarantowanie im kontraktów może zaprocentować w przyszłości, pozostaje nam tylko załamywać ręce.Inwestycją dającą nadzieję na zyski w przyszłości mogą być tylko i wyłącznie nakłady poczynione w akademię piłkarską. Nie rozumieją tego radni, nie rozumie tego też prezydent Dutkiewicz. Ponad 30 mln zł, które w ostatnich latach wpompował w Śląsk, nie tylko wystarczyłoby na postawienie akademii z prawdziwego zdarzenia, ale i zapewnienie jej funkcjonowania na kilka lat. Dla porównania podam, że Lech Poznań i Legia Warszawa, czyli kluby do których Śląsk ma równać, wydają rocznie kolejno 4 i 5 mln zł na utrzymanie swoich akademii. Sporo? Tak, ale zaznaczmy, że już w pierwszych latach funkcjonowania poznańskiej i warszawskiej akademii nakłady zaczęły się zwracać, a obecnie oba kluby już tylko zarabiają na szkoleniu futbolowych talentów. Legia od 2012 r. zarobiła na sprzedaży wychowanków łącznie nieco ponad 14 mln euro (źródło: „Przegląd Sportowy”). Na szkoleniu młodych zawodników zarabia także lokalny rywal wrocławian – Zagłębie Lubin.

We Wrocławiu jednak wciąż zdają się tego nie rozumieć. A szkoda. Akademia mogłaby być panaceum na bolączki klubu. I nie mówię tu tylko o zyskach z transferów czy jakże istotnej funkcji społecznej. Piłkarze wrocławscy i dolnośląscy, którzy utożsamialiby się z klubowymi barwami, mieliby większe szanse na zyskanie sympatii kibiców niż często przypadkowi kopacze, trafiający do stolicy Dolnego Śląska tylko po to, by podpisać kolejny absurdalnie wysoki kontrakt. Empirycznie dowiedziono nie tylko na stadionach całego świata, że kluby, których kadry składają się w znacznym stopniu z wychowanków, mogą pochwalić się znacznie wyższą frekwencją niż te, których składy opierają się na armii najemników. A Śląsk jak i miasto muszą o frekwencję w trakcie meczów zawalczyć, jeśli chcą się pozbyć dziury pochłaniającej każdego roku po kilka milionów z miejskiego budżetu.

Od 2011 r., czyli od momentu, kiedy powstał Stadion Miejski, a władze zaczęły mówić o budowie wielkiego Śląska, upłynęło 5 lat. Są to lata zmarnowane, które okupiono dodatkowo utopieniem w klubie źle zainwestowanych blisko 40 mln zł. Najwyższa pora z tym skończyć. Wrocławia nie stać na utrzymywanie na koszt podatnika klubu w Ekstraklasie.

SHARE IT: Facebook Twitter Pinterest Google Plus StumbleUpon Reddit Email

Comments are closed.