Waldemar Mazur o partii Petru: Nowocześni inaczej

We Wrocławiu partię mającą być alternatywą dla PO tworzą politycy, którzy niedawno z PO odeszli. Nowoczesna z logiką i konsekwencją praktycznie od pierwszych dni istnienia jest z lekka na bakier.

Jeszcze w pierwszych tygodniach 2017 r. marszałek województwa dolnośląskiego Cezary Przybylski był w oczach działaczy Nowoczesnej Ryszarda Petru (przynajmniej tych z Dolnego Śląska) wrogiem publicznym numer jeden. To marszałek był ostatecznym decydentem w procesie odsuwania od kierowania Teatrem Polskim we Wrocławiu byłego dyrektora – Krzysztofa Mieszkowskiego (od października 2015 r. posła Nowoczesnej). To marszałek publicznie zaświadczał o kompetencjach nowego dyrektora Teatru – Cezarego Morawskiego. Wreszcie nie kto inny jak marszałek Przybylski, wespół z dyrektorem Morawskim, byli adresatami licznych protestów obrońców Teatru Polskiego, podczas których tak widoczne były barwy Nowoczesnej. Wczesną wiosną 2017 r. sytuacja zmienia się jednak diametralnie. Marszałek Przybylski, o czym sam poinformował media, pomoże Nowoczesnej wybrać kandydata na fotel prezydenta Wrocławia.

Partia Nowoczesna to zjawisko bardzo specyficzne. I zacząć wyliczanie owych specyficznych cech można już od samej nazwy – Nowoczesna. Trudno o nazwę mniej pasującą do ugrupowania, które tak bardzo nawiązuje do przeszłości. Mowa tu zwłaszcza o programie gospodarczym, jakby żywcem wyjętym z zapodzianej w latach 90. teczki Leszka Balcerowicza. Po kryzysie finansowym z 2008 r., kiedy nawet ojcowie neoliberalizmu zaczęli przyznawać się do błędów w dotychczasowym zapatrywaniu na gospodarkę, Ryszard Petru i jego partia wciąż twardo okupują wolnorynkowe barykady, zbawienia świata upatrując w niewidzialnej ręce rynku. I nie dostrzegają bądź dostrzegać nie chcą, że ręka ta akurat wali nas po twarzy, jednocześnie wyszarpując z budżetów krajowych kolejne miliardy na ratowanie patologicznie zdeformowanego sektora finansowego.

Nowoczesna politycznie urosła na kontestacji Platformy Obywatelskiej. Choć może trafniejszym byłoby określenie, że zagospodarowała wyborczy sentyment za PO z czasów, zanim ta zaczęła rządzić. Czyli w dużym skrócie: Nowoczesna miała być taką PO, zanim partia Donalda Tuska zeszła na „złą” drogę. I taka strategia pewnie miałaby sens, gdyby nie ruchy, jakie Petru od tamtego czasu wykonał.

Znowu wróćmy do Wrocławia. Jest początek roku 2016, Nowoczesnej nie ma w strukturach samorządowych, co przy wysokich sondażach, musi doskwierać jej przewodniczącemu (akurat zabiegającemu o symboliczne mianowanie go przez Jarosława Kaczyńskiego na lidera opozycji). Brak ten szybko jednak udaje się nadrobić. Media donoszą o powstaniu klubu Nowoczesnej w Radzie Miejskiej, a transfer z PO do partii Petru oznajmiają m.in. młody i wyjątkowo „zaradny” Piotr Uhle (to on organizował nietypowe finansowanie wyborów dolnośląskich w PO w 2013 r. czy zasłynął „pompowaniem” kół Platformy, rekrutując w szeregi partii choćby 93-latkę. Więcej o zasługach Uhlego: w tekście w Newsweeku), Tomasz Hanczarek (biznesmen, współzałożyciel firmy Work Service, partner biznesowy Tomasza Misiaka, który to w wyniku nacisków Donalda Tuska odszedł z szeregów PO) czy popularny we Wrocławiu poseł Michał Jaros (dwudniowy przewodniczący wrocławskich struktur PO). Ta „nowa” jakość nie przypadła do gustu części działaczy Nowoczesnej, którzy rzucili legitymacjami. Cel został jednak osiągnięty. Nowoczesna znalazła się w Radzie Miejskiej Wrocławia w sześcioosobowym składzie, a Petru mógł wystąpić na wspólnej konferencji prasowej z prezydentem miasta Rafałem Dutkiewiczem. Złośliwi powiedzą, że budowanie struktur w oparciu o byłych działaczy PO, kiedy chce się być dla niej alternatywą, jest mało logiczne czy konsekwentne, ale przecież Nowoczesna z logiką i konsekwencją praktycznie od pierwszych dni istnienia jest z lekka na bakier.

Przypomnijmy sobie kampanię z 2015 r. Jedynką we Wrocławiu był wspominany już Krzysztof Mieszkowski, wówczas dyrektor jednego z najlepszych Teatrów w Polsce, który szedł do Sejmu m.in. z postulatami o zbyt niskim finansowaniu instytucji kultury z budżetu państwa. Co w tym czasie w deklaracjach programowych miała Nowoczesna? Na pewno ani słowa o zwiększeniu finansowania instytucji kulturalnych. Owszem, sporo było o „docenieniu znaczenia kultury dla tożsamości i wzmacniania cech kreatywnych Polaków”, była mowa o mniejszym opodatkowaniu artystów, pojawiły się pomysły na przekazywanie jednego procenta z rozliczenia podatkowego na wybraną instytucję kultury (już widzę radzące sobie w takich realiach ośrodki kultury z małych miejscowości), ale ani słowa o tym, że Nowoczesna zamierza wesprzeć niedofinansowane rodzime muzea czy teatry.

Takich mniejszych bądź większych niespójności w Nowoczesnej jest zresztą więcej. Kilka dni temu głośno zrobiło się o partii Petru w kwestii szczepionkowej (do niedawna na stronie Nowoczesnej wisiało stanowisko, wg którego partia była przeciwna obowiązkowemu szczepieniu dzieci. Stanowisko w tej sprawie zmieniła o 180 stopni, gdy zrobiło się głośno o nawrotach zachorowań na odrę), miotali się działacze Nowoczesnej także w sprawie wycinki drzew (generalnie są przeciwni tak masowemu wycinaniu, ale zarazem uznają wolność właścicieli działek do decydowania o tym, co na nich jest wycinane bądź nie), a sam lider partii chce by jego ugrupowanie było postrzegane jako bardzo postępowe i tolerancyjne, ale homoseksualiści mogliby „nie obnosić się ze swoją orientacją”, a demonstracje w ramach czarnego protestu mogłyby ograniczyć się do obrony tzw. kompromisu aborcyjnego. Swego czasu Nowoczesna ostro krytykowała też Rafała Dutkiewicza. Jeszcze jesienią 2015 r. podczas kongresu dotyczącego kultury działacze partii ironicznie nazywali prezydenta „królem Rafałem”, krytykując przygotowania Wrocławia do obchodów Europejskiej Stolicy Kultury 2016. W samym roku 2016 weszli już z nim jednak w koalicję, co zaowocowało odrzuceniem głosami radnych z klubu Dutkiewicza projektu Nowoczesnej o częściowej refundacji leczenia niepłodności metodą in vitro.

Na tle powyższych koalicja z Dolnośląskim Ruchem Samorządowym, któremu lideruje marszałek województwa Cezary Przybylski, jest dla Nowoczesnej czymś w zasadzie naturalnym. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze tylko wspólnej konferencji Przybylskiego z Mieszkowskim (koniecznie ze zdjęciem, na którym panowie ściskają sobie dłonie), ogłoszenia planu na wsparcie dolnośląskich instytucji kultury i w zasadzie można wyłaniać kandydatkę bądź kandydata na prezydenta. Byleby był to ktoś myślący nowocześnie.

Artykuł pierwotnie opublikowany w serwisie Trybuna.eu

SHARE IT: Facebook Twitter Pinterest Google Plus StumbleUpon Reddit Email

Comments are closed.