Debata o ekologii w światowej stolicy smogu

W 2016 roku władze Wrocławia aplikowały o przyznanie tytułu Zielonej Stolicy Europy. Miasto nie dostało się nawet do finału, lecz niedawno zwyciężyło w mniej chlubnym rankingu, stając się na początku lutego światową stolicą smogu. Partia Razem wręczyła prezydentowi ironiczny puchar, proponując dyskusję o możliwych rozwiązaniach. Tydzień wcześniej rozmawiały o nich aktywistki i aktywiści miejscy na otwartej debacie “Czy miasto musi nas truć?”.

Jakie działania należy podjąć, by tytuł Zielonej Stolicy Europy znalazł się w zasięgu Wrocławia? Według Radosława Lesisza z Dolnośląskiego Alarmu Smogowego przyjęta niedawno przez sejmik województwa uchwała antysmogowa jest dziś jedynym, choć wciąż niewystarczającym narzędziem zmiany. Jednym z kluczowych problemów jest bowiem wolne tempo przyłączania kamienic do sieci ciepłowniczej oraz proces wymiany pieców we wrocławskich mieszkaniach.

– Realizowany przez miasto program Kawka jest nieadekwatny i ułomny. Wymóg posiadania własnych środków i refundowanie tylko części wydatku przez miasto eliminuje z niego osoby, które najbardziej go potrzebują – wskazywał Lesisz. – To mieszkańcy i mieszkanki miasta muszą być dziś we Wrocławiu stroną inicjującą proces wymiany pieca, przez co program traci na skuteczności. Inaczej jest w Krakowie czy na Śląsku, gdzie to władze lokalne pukają do mieszkań i proponują pomoc w wymianie. W walce ze smogiem nie pomaga także fakt, że elektrociepłownia oraz sieć ciepłownicza nie należy do gminy.

Wrocław sprzedał sieć ciepłowniczą w 2005 roku, pozbywając się tym samym części odpowiedzialności za przyłączanie do niej kolejnych mieszkań. A pozostało ich wiele – przy zachowaniu aktualnego tempa sieć ciepłownicza pokryje całe miasto dopiero w 2587 roku.

– Przy walce z niską emisją niezbędne jest doradztwo ze strony miasta, a także dotacje na wyższej jakości opał. Inaczej nie poradzimy sobie z efektem ubóstwa energetycznego, które jest silnie skorelowane z powstawaniem smogu – dodał dr Robert Maślak z Uniwersytetu Wrocławskiego i członek Partii Razem.

Proekologiczne działania miasta to także dbanie o zieleń miejską. Dziś parki, zieleńce i tereny zieleni osiedlowej stanowią według GUS 5,1% powierzchni Wrocławia, co stanowi wynik przeciętny na tle innych polskich miast. O podejściu władz Wrocławia do miejskiej zieleni mówiła Aleksandra Zienkiewicz, członkini Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia oraz szefowa organizacji miastoDrzew:

– Miasto zaczęło się bliżej przyglądać problemowi dopiero, gdy wycinka drzew negatywnie wpłynęła na jego wizerunek. W 2014 roku wzrosły wydatki na nowe nasadzenia, lecz bilans wycinanych drzew w stosunku do nowych dalej pozostaje ujemny. Należy też pamiętać, że młode drzewo nie jest tak skuteczne w filtrowaniu powietrza jak w pełni ukształtowany okaz.

Dzięki aktywistkom i aktywistom w styczniu głośne stały się plany wycinki w Parku Grabiszyńskim, mające obejmować ponad 500 uschniętych drzew. Rada Osiedla Grabiszyn-Grabiszynek nie została wcześniej powiadomiona o planowanych pracach, co wywołało ogromny niepokój wśród społeczności lokalnej. Brak komunikacji między urzędem a mieszkańcami oraz skutki pierwszych prób realizacji planu wywołały protesty.

– Przy pracach zniszczono poszycie i zagrożony został charakter zieleni, która się tam ukształtowała – przypomniała Julia Rokicka z Partii Zieloni oraz stowarzyszenia Biorecykling. – Co więcej, przed ich rozpoczęciem nie odbyły się żadne konsultacje społeczne.

– Zieleń miejska to nie tylko parki – dodała Aleksandra Zienkiewicz. – To także pojedyncze drzewa, a i te bywają traktowane po macoszemu. Dużym problemem jest postępowanie z tymi roślinami w czasie procesów inwestycyjnych. Okazałe dęby przy centrum handlowym Magnolia, obecnie w bardzo złym stanie, ucierpiały z powodu podcięcia korzeni, co skazało je na powolną agonię.

Zielone tereny Wrocławia to także zaniedbane od lat pola irygacyjne. Należy do nich ponad 1000 hektarów łąk, na których występują liczne gatunki ptaków m.in. kania czarna, trzmielojad, błotniak stawowy, dzięcioł średni oraz derkacz. Pola irygacyjne są także domem dla kilkunastu gatunków drobnych ssaków.

– Mogłoby tam powstać na przykład muzeum techniki i punkty do obserwacji ptaków. To także idealne miejsce do stworzenia ścieżek rowerowych oraz infrastruktury rekreacyjnej – zaproponował Robert Maślak. – Dzięki temu miasto stworzyłoby teren atrakcyjny zarówno dla mieszkańców, jak i turystów. Skorzystajmy z niego. To drugie tego typu miejsce w Europie, a miasto przez zaniechania może je utracić.

Jeszcze w 2010 r. władze Wrocławia planowały na terenie pól irygowanych zabudowę mieszkaniową, co wpisały do aktualizowanego wtedy Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego. Obecnie powróciły do koncepcji sprzed lat, czyli zachowania tego obszaru jako zielonego (odpowiednie zapisy znalazły się w nowym Studium, uchwalonym przez radnych i radne miejskie w styczniu b.r.). Niestety, brakuje podejmowania działań wychodzących poza dokumenty.

Kolejnym istotnym elementem polityki ekologicznej jest recykling odpadów. Zgodnie z unijnymi regulacjami do 2020 r. w Polsce recyklingowi musi podlegać co najmniej 50% odpadów: papieru, metali, tworzyw sztucznych i szkła. Dane z 2016 r. pokazują, że niektórym miastom już udaje się osiągnąć wysokie wyniki – w Lublinie aż 53% odpadów podlega recyklingowi, w Poznaniu – niemal 40%. We Wrocławiu jest to jednak niecałe 25%. Jakie działania można podjąć w tym obszarze?

– Należy zmienić myślenie o odpadach i zacząć traktować je jak kolejny surowiec do wykorzystania – wskazała Julia Rokicka. – Bioodpady można użyć do produkcji biomasy. Z tak powstałego surowca można wytworzyć gaz do zasilania komunikacji miejskiej, co robi na przykład norweskie Grenland. Zamiast tego w naszym mieście jeszcze do niedawna planowano zbudować spalarnię śmieci, która jest nieefektywnym i najdroższym rozwiązaniem w gospodarce odpadami.

Władzom miejskim brakuje również dobrych pomysłów w kwestii ogrzewania domów. Ekologiczne rozwiązania nie tylko pozwalają na redukcję emisji gazów cieplarnianych, lecz są także źródłem oszczędności dla mieszkanek i mieszkańców.

– W miejscach, gdzie powstaje dużo energii, można odzyskać część ciepła i podłączyć do sieci, ogrzewając domy stosując tzw. “heat recycling” (recykling ciepła). W Londynie wykorzystuje się tak ciepło wygenerowane podczas pracy metra. We Wrocławiu innowacyjnością w kwestii energii wykazała się jak na razie Spółdzielnia Południe, która zamontowała na 35 budynkach panele fotowoltaiczne, co znacząco obniży rachunki za prąd – wymieniała Rokicka.

Smog wciąż spowija Wrocław, a w ostatnich dniach normy przekroczone są średnio dwukrotnie. Władze aktualną jakość powietrza nazywają “umiarkowaną” i czekają na tegoroczne wyniki w europejskim konkursie dla ekologicznych prymusów. Tymczasem w holenderskim Nijmegen, tegorocznej Zielonej Stolicy, 65% ruchu w centrum stanowią rowery, autobusy miejskie zasilane są ekologicznym biogazem, a miasto planuje stać się neutralne energetycznie do 2045 roku. Wrocław czeka długa droga do europejskich standardów, a pierwszym krokiem muszą być radykalne zmiany w politycznych priorytetach.

 

SHARE IT: Facebook Twitter Pinterest Google Plus StumbleUpon Reddit Email

Comments are closed.